Druga zasada "R"


OGRANICZAJ


Udało mi się całkiem sensownie ograniczyć ilość posiadanych rzeczy, ale droga do tego nie była łatwa. Za nim mentalnie przestawiłam się z tego, że posiadanie nie jest sensem życia to zajęło mi to parę lat.

Już  jako dziecko myślałam, że im więcej zabawek tym lepiej. Jako nastolatka zabawki zamieniłam na ubrania. Zwłaszcza te kiepskiej jakości, które po roku nadawały się wyłącznie na szmatę. Chciałam jednak posiadać i ta mania posiadania trwało bardzo długo, bo jeszcze na studiach licencjackich lubowałam się we wszystkich duperelach z alliexpress. Teraz trochę mi wstyd, tego, że wydawałam pieniądze na coś co nie przyniosło żadnego pożytku. Wszystko było zbędne i niepotrzebne. Zabierało wyłącznie miejsce nie tylko w mojej szafie ale i życiu. Brzmi to dosyć filozoficznie, bo jak przedmioty mogą zabierać życiową przestrzeń?

Nie jeden z nas poddawał się z poszukiwaniami czegoś co pewnie leżało w czeluściach szafy z masą zbędnych rzeczy. Nie raz dostawało się szału szukając kluczy w torebce lub mówiło „nie mam co na siebie włożyć” kiedy szafa pęka od nadmiaru ubrań.

Minimalizm nie jest dla każdego. Są tacy, co uwielbiają otaczać się pewnymi przedmiotami, sprawia im to ogromną radość. Musimy jednak nauczyć rozróżniać się to czy rzecz sprawia nam jakąś radość, czy kupujemy ją tylko dla naszego widzimisię. Więcej o tym pisałam tutaj.

Ograniczanie nie boli. Ubrania w szafie, których nie nosimy oddajmy tym, którym sprawią radość. Kosmetyki ograniczmy do minimum. Zastanówmy się czy naprawdę potrzebujemy czterech buteleczek żelu pod prysznic, kilka balsamów i milion odcieni cieni i lakierów. To czego nie używamy oddajmy, a jeśli słyszysz w głowie głosik, który mówi „to się może przydać” to go zignoruj. Skoro nie przydało się przez te kilka miesięcy lub lat to już jest stracone.

Skoro dany przedmiot nie przypadł nam do gustu – oddajemy go. Nie ma sensu stawiać go koło lepszego modelu gdzie będzie kurzyć się na półce i zajmować nam przestrzeń. To co dla nas jest bezużyteczne dla kogoś może okazać się skarbem. Przetrzymując tylko to co nie jest Ci potrzebne sprawiasz, że za parę lat będzie nadawało się tylko na śmietnik. A po co? Po co wyrzucać, skoro to może komuś sprawić sporą radochę?
Piękna sukienka, której nie będziesz nosić bo już jest za mało, zjedzą w końcu mole. Kosmetyki, które był drogie ale Ci nie odpowiadają, stracą swoją datę ważności, a narzędzia w końcu zardzewieją. Dlatego nie myśl o tym, że „może się przydać”. Ogranicz przedmioty wyłącznie do rzeczy użytecznych, potrzebnych i tych, które mają dla Ciebie wartość sentymentalną.

Przeczytaj też: mania posiadania 

Ograniczasz czy jesteś zbieraczem?


Poświęcam mu całe życie

Poświęcam mu całe życie



Nie ma dnia, w którym nie sięgnęłabym po swój telefon. Poświęcam mu więcej uwagi niż samej sobie. A jeszcze trzy miesiące temu obiecałam sobie, że mój telefon nie będzie pierwszym i ostatnim co widzę w ciągu dnia. Dlaczego?

Autor: rawpixel z pixabay


Pierwsze co robię w ciągu dnia to sięgam po telefon, muszę zobaczyć jak tamtejszy świat zmienił się kiedy ja przez te kilka godzin snu miałam czelność nie kontrolować tego. Oczywiście, nic się nie stało. Bo co mogła się stać przez te kilka godzin, kiedy mnie nie było? Nic, to ludzie tworzą portale społecznościowe, a kiedy śpią - Internet śpi razem z nimi.

Szykuję się, poranna toaleta, makijaż i śniadanie. Kiedyś do śniadania miałam szklankę soku, dzisiaj – telefon. Przeważnie przeglądam YouTube w poszukiwaniu inspirujących vlogerek. Wyszukuje filmiki o tematyce ochrony środowiska, podróżach lub weganizmie. Jeśli pojawił się nowy filmik na kanale, który subskrybuje to super, mam w końcu trochę czasu, żeby obejrzeć. Problem pojawia się wtedy kiedy nie ma nic nowego, a ja odkopuje po raz milionowy te same filmy. Śniadanie już jest zimne, film oglądam bez zainteresowania ale oglądam bo co mam innego robić?

W tym czasie mogłabym przecież spokojnie pomyśleć, zaplanować sobie dzień. Albo zamiast oglądać znowu te same vlogi, przeczytać wydarzenia na portalu informacyjnym.
Jadę na uczelnię, słucham muzyki lub przeglądam instagram. Aplikacja informuje mnie, że zdjęcia już przejrzałam, ale to mnie nie powstrzymuje, patrzę dalej.

Widzę znajomych przez jedną krótką chwilę nie zaglądam w telefon, jestem zajęta rozmową. Wchodzę na wykłady, jeśli jest ciekawie telefon pozostaje w plecaku, jeśli nie ostentacyjnie wyciągam telefon na ławkę. Tam z brakiem szacunku do wykładowcy i samej siebie przeglądam dalej te same rzeczy.

Często ktoś napisze, doceniam telefony za to, że mogę mieć kontakt z każdym i wszędzie. Jednak nie na sali wykładowej, ten czas powinnam poświęcić na to na co przyszłam. Ze znajomymi mogę porozmawiać po wykładach. W teorii to wiem, praktyka jednak swoją drogą.

Jeśli z uczelni wracam z kimś to w telefon nie zaglądam, ale już po powrocie do domu pierwsze co robię to sięgam po smartfona. Tyle mogło się zmienić przez ten krótki czas. W końcu rozmawiałam ze znajomymi na pewno coś mi jeszcze nie napisali. W telefonie pusto, żadnej nowej wiadomości. Czuję smutek i podświadomie wiem, że to jest absurdalne.

Bywają takie dni kiedy po swój telefon sięgam tylko kilka razy dziennie, bywa jednak, że zalegam z telefonem na kanapie na kilka godzin. Za nim się orientuje jest już 20:00. Wezmę prysznic i zrobię śniadanie, a potem powracam do telefonu i razem zasypiamy.
Moje życie nie wygląda tak codziennie, ale takie dni się zdarzają (na szczęście rzadko) i to mnie przeraża. To jak marnuję swój czas, który mogłabym spożytkować na wiele cenniejszych rzeczy dla mnie.

Telefon nie jest złem ostatecznym, to wspaniałe i małe urządzonko może pomóc nam w nauce języków, pozwala nam kontaktować się z ludźmi, czytać o wydarzeniach ze świata i dzielić naszą kreatywnością. Problem jest w tym, że ja nie wykorzystuje tego w ten sposób. Oczywiście mój telefon jest pełen pożytecznych aplikacji, z których nie śpieszy mi się korzystać. W czym więc tkwi problem?

Czekając na wizytę u lekarza w poczekalni można łatwo zabić czas. Po co jednak zabijać swój czas kiedy mamy możliwość spożytkowania go na coś innego? Może problem tkwi w tym, że nie mamy pomysłu co zrobić z własnych życiem i jak zagospodarować wolną chwilę? A może przekładamy to co ważne na później, a smartfon jest świetnym urządzeniem, które pomaga odraczać nam nasze obowiązki. Tylko znowu rodzi się pytanie, dlaczego?

A Ty jak uważasz? Co sprawia, że tak często sięgasz po telefon?

Pierwsza zasada "R"



ODMAWIAJ 



Odmawiaj – pierwsza zasada zero waste. W życiu trzeba być stanowczym, a z tym bywa ciężko. Zwłaszcza kiedy ekspedientka w sklepie proponuje darmowe próbki kosmetyku. Jak tu się nie skusić? No nijak, wszystkie darmowe próbki lądują zawsze w naszym domu gdzie czekają je dwie możliwości:

Zostaną wykorzystane pierwszego dnia. Tylko tak naprawdę co nam po tym? Po jednorazowym zastosowaniu nie możemy stwierdzić czy kosmetyk przyniósł jakikolwiek rezultat. Co ważniejsze, tego kosmetyku jest tak mało, że wygrzebywanie paluchem zawartości saszetki zajmuje więcej czasu jak sama przyjemność z jego stosowania.
Jeśli nie wykorzystamy darmowej próbki pierwszego dnia, to na sto procent wyląduje ona w czeluściach szafy. Po kilku latach odgrzebiemy ją w końcu po jakiś większych porządkach. Poświęcimy jakieś 16 sekund na poszukanie daty ważności, aż w końcu wyrzucimy do kosza.

Odmów zrywce – to już coś!

Jakaś mała pazera w nas siedzi, która bardzo lubi te darmowe rzeczy. Poprawia nam się humor kiedy dostaniemy coś za darmo. W kwestii kosmetyków może to być jeszcze zrozumiałe ale wielki znak zapytania pojawia się kiedy widzę ludzi pakujących jedno warzywo lub owoc do siatki foliowej. Nie rozumiem zupełnie tego zwyczaju. Rozpisywałam się na ten temat już w kilku postach i nadal nie znalazłam odpowiedzi dlaczego klienci tak robią. Bardzo często sprzedawcy w mniejszych osiedlowych warzywniakach, odruchowo wyciągają reklamówkę, żeby zapakować nam coś. Nikt się na nas nie obrazi jak odmówimy. 

Nie musisz być zaawansowany zero wasterem z własnym kompostownikiem na balkonie i woreczkami ze starej firanki, żeby chociaż trochę pomóc środowisku. 


Każdy z nas zasługuje na jakieś małe przyjemności. W umiejętnym odmawianiu nie chodzi o to, żebyśmy stali się zgorzkniali na świat, nic nam się nie podobało i wszystkiemu odmawiali. Tutaj rozchodzi się o umiejętne przemyślenie. Czy naprawdę tego potrzebuję? Odmówić sprzedawcy to nie wyczyn, odmówić samemu sobie to już ciężka próba charakteru. Po co Ci kolejna taka sama bluzka? Dwudziesta para skarpet albo ta rzecz, którą miała jakaś youtuberka i wyglądało fajnie? Staram się panować nad swoimi zachciankami ale niestety zdarzy mi się kupić coś z pozoru fajnego i przydatnego co potem okazuje się kichą.

Odmawiaj też przyjmowania rzeczy, które Ci się nie podobają od innych. Uwielbiam rzeczy z drugiej ręki i jeśli coś mi się podoba to to biorę. Może nam się jednak coś nie podobać. Nie ma sensu brać czegoś co będzie zalegać w szafie przez x lat.

Asertywność to bardzo przydatna cecha. Na każdym polu życiowym możemy znaleźć zastosowanie dla mówienia „nie”. Często nauczenie się odmawiania wymaga od nas ogromnej odwagi i siły charakteru ale odmawianie zbędnym bibelotom i śmieciom to najłatwiejsze mówienie „nie” na świecie.

Pochwalcie się czego ostatnio nie kupiliście 😊
Luty miesiącem porażki

Luty miesiącem porażki

Puszka po 200 g kawy zbożowej, a w niej "tona" plastiku. Dodatkowo druga tona, która została wyprodukowana w mieście rodzinnym. 


Luty to z całą pewnością jedna wielka porażka na polu ograniczania śmieci i minimalizmu. Puszka po kawie zbożowej, do której skrupulatnie upychałam śmieci, pęka w szwach. Bardziej dobijające jest to, że nie wszystkie śmieci lądowały do tej puszki. Ponieważ dwa weekendy spędziłam w domu rodzinnym, tamtejsze śmieci (których również było sporo) nie zostały wliczone do kolekcji odpadów.
Szklane produkty mają to do siebie, że lubią się tłuc. W lutym udało mi się zbić dwie butelki z olejkami (co za marnotrawstwo). Z marnowaniem jedzenia chyba nie było tak najgorzej, chociaż dwie marchewki w lodówce już wołają o pomstę do nieba.

Największą jednak porażką jaka mnie spotkała w lutym to moja niepohamowana potrzeba wydawania pieniędzy na duperele. Udało mi się przez kilka miesięcy ograniczać zakupy i nie kupować czegoś co jest mi zbędne, coś co mam i mogę użyć ponownie. W lutym postanowiłam jednak zniweczyć wszystkie swoje wypracowane nawyki i starania. Zachwycona cudowną woskowijką w słoniki, postanowiłam, że muszę ją mieć! W końcu jest taka ładna i taka bardzo w stylu zero waste. Sądziłam, że przyda mi się do tylu rzeczy. Rozczarowałam się nią bardzo. Woskowijka po kilku zagięciach wygląda nieestetyczne. W roli owijki do kanapki dużo lepiej sprawdzał się mój mały ręcznik kuchenny. Dania, które chowam do lodówki mogę przykryć innym talerzem więc ta woskowijka jakaś bardzo potrzebna do szczęścia mi nie była.
Nakrętki, które przypominają o tetrapakach, folie po tofu i temephu, na które nie było miejsca w puszce.
Woskowijka będzie mi boleśnie przypominać, że najważniejszą zasadą zero waste jest ograniczanie, a nie kupowanie rzeczy całkowicie nam zbędnych.

Nie zawsze może być idealnie, ten miesiąc mi nie wyszedł ale ciągle liczę, że kolejne miesiące będą dużo lepsze 😊


zakupy less waste

zakupy less waste


Ah! To już chyba najbardziej oklepany temat na wszystkich blogach o tematyce zero waste. Postanowiłam jednak podzielić się z Wami tym co wypracowałam u siebie przez ten rok. Mam nadzieję, że dla każdego początkującego będzie to w miarę interesujące, a Ci bardziej zaawansowani podzielą się ze mną swoimi wrażeniami z bezodpadowych zakupów.

Na początku był stres

Kiedy zaczynałam myśleć bardziej ekologicznie zaczęłam od zrezygnowania z jednorazówek, w które pakowałam warzywa i owoce. Pojedyncze warzywa nie muszą być pakowane w folię i przyznam, że dzisiaj kiedy widzę ludzi pakujących 2-3 cytryny do reklamówki to mnie zadziwiają. Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że niektórzy pakują produkty w folie bo kasjer ma brudne ręce od pieniędzy. No tak, ale przed zjedzeniem i tak się myje warzywa (cytrusy nawet wyparza). Kolejną kwestią jest to, że to co te produkty przeszły w drodze do sklepu, to ręce kasjera są najmniejszym kłopotem.

Stresowałam się również reakcją kasjerów. W Internecie spotkałam się z wieloma historiami o tym jak to sprzedawcy byli zachwyceni  woreczkami klientów i jeśli mam być szczera to… nigdy się z tym nie spotkałam. Sprzedawcy naprawdę mają w nosie to w co pakujemy nasze rzeczy. Nie usłyszałam zachwytów ani krytyki.


Większość produktów jest pakowana luzem. Jabłka i ziemniaki w siatce. Kasza do własnego worka. Jedynie tofu i napoje roślinne są dla mnie kłopotliwe. 
Woreczki, siatki, słoiki i pudła

Zakupy do własnego woreczka mogą być naprawdę uciążliwe. Zawsze musisz mieć przy sobie swój zestaw zero-wastera 😉 W swoim plecaku trzymam mały woreczek lniany, w którym mam upchany worek na pieczywo, siateczkowy worek na ziemniaki lub inne warzywa/owoce w dużej ilości i mniejszy worek na orzechy. Kiedy idę na większe zakupy zabieram ze sobą więcej worków na kasze ale takie większe zakupy zdarzają się raz na miesiąc. Nie chodzę ze słoikami do napełniania bo byłoby to wszystko dla mnie za ciężkie. Wolę kupić na wagę do worka i przesypać w domu.
Jeśli nie mam przy sobie torby wielorazowej produkty pakuję w karton ze sklepu (zawsze się jakiś znajdzie) Staram się również wybierać produktu luzem i w słoikach.


Mój obowiązkowy zestaw worków w plecaku. 
Sklepy i produkty bez plastiku

Warzywa kupuje w warzywniaku pod domem. W porównaniu do większych dyskontów handlowych w warzywniaku mogę kupić szpinak lub jarmuż luzem, nie zapakowany w folię. Trafiają się również tam przecenione warzywa, które już nie są perfekcyjne ale nadal zjadliwe. Mój ukochany warzywniak jest na tyle nowoczesny, że posiada nawet kasze i bakalie na wagę. Kiedy potrzebuję większego wyborów produktów na wagę wybieram się w Gdańsku do Avocado Vegan Shop gdzie mam wszystko czego dusza zapragnie.
Zdaję sobie sprawę, że nie w każdym mieście jest taki sklep. Rozejrzyj się czy gdzieś w Twojej okolicy nie będzie  takiego warzywniaka jak ten „mój”.

Mięso nie jest większym problemem. W Polsce mamy od groma sklepów mięsnych. Kupowałam kiedyś kurczaka dla psa i Pani bez najmniejszego problemu zapakowała mi go do mojego pojemnika. Ser to już niestety większe wyzwanie. Jedyne co mi przychodzi do głowy to większe sklepy, w których są serowe stoiska lub eko targi. W Szczecinie na Szczecińskim bazarze smakoszy można było spotkać wystawców ze swoimi eko serami. Cena zdecydowanie większa ale myślę, że warto zapłacić więcej za lepszy smak, jakość i ekologię.

Pieczywo to już bułka z masłem. Piekarni mamy sporo, przez zakupem chleba można poprosić Panią o zapakowanie chleba do własnego woreczka.
Ponieważ nie kupuję mięs lub serów moje zakupy są wyjątkowo proste i często wystarczy mi jedna wizyta w warzywniaku. Mam jednak takie produkty, które są dla mnie problematyczne i kilkakrotnie wspominałam o nich na blogu. Tofu, tempeh dostępne są tylko w folii. Te napoje roślinne, które można znaleźć w szkle nie są wzbogacone w wapń. Dlatego często decyduje się na tetrapak.


Kasze przesypuje z worków do słoika. 
Swoje zakupy bardzo mocno ograniczyłam, ale staram się nie popadać w radykalizm. Jeśli wyjątkowo mam ochotę na jakiś produkt, który jest dostępny tylko w plastiku to to kupuję. Nawet jeśli w moich bezodpadowych zakupach znajdzie się jakiś plastik i tak czuję ogromną satysfakcję, że znaczna większość jest bez plastiku.
A wy co sądzicie o zakupach bez plastiku?
wyhoduj sobie kiełki

wyhoduj sobie kiełki

Kiełki to prawdziwe zdrowie na talerzu. Niestety w sklepach można kupić tylko takie zapakowane w plastikowe pudełka. Dobrą alternatywą dla kupnych kiełek jest wyhodowani ich samemu w domu. Zrezygnujcie kosztownych kiełkownic albo słoikowych kiełkownic z internetu za 40 zł. Wystarczy zwykły słoik jaki macie pod nosem i kiełki do kupienia w każdym sklepie budowlanym, który ma dział ogród. 

Nasionka wrzuć do słoika i zalej wodą.

W wodzie powinny moczyć się przez całą noc
Następnie za pomocą sitka wylej wodę. Trzy razy dziennie wlewaj do słoika wodę i wylewaj za pomocą sitka. 

Po kilku dniach kiełki będą gotowe.


Po tygodniu zaczną uciekać ze słoika ;)

Pamiętaj, że kiełki nie mogą być w wodzie za długo. Kiedy je zalejesz wodą od razu ją wylej. W innym wypadku mogą zgnić.

Copyright © 2014 jak i mak , Blogger