Poddałam się - za daleko mi do zera

Poddałam się - za daleko mi do zera


Weganizm, ekologia, zero plastiku, minimalizm – tymi hasłami otaczałam się kilka miesięcy temu. Dzisiaj definiuje mnie tylko lenistwo i brak chęci.




Obraz Daniel Nebreda z Pixabay 
Przyznam się całkowicie szczerze. Nie chce mi się. Jakoś dwa miesiące temu zaczęłam sobie odpuszczać z tym wszystkim, co tak dzielnie wprowadzałam w swoje życie. Niektóre rzeczy weszły w nawyk, stały się dla mnie naturalne i nie mam ochoty wracać do starych nawyków. Inne jednak zaczęły być za bardzo problematyczne, a mi zabrakło chęci.


Etyczna moda


W pewnym momencie swojego „nowego” życia zrozumiałam, że lepiej jest kupić jedną, a dobrą rzecz na lata niż wiele nijakich. Z lubością oglądałam vlogerki i czytałam blogerki, które zachwycały się ubraniami od etycznych marek. Problem pojawił się w momencie, kiedy weszłam na strony reklamowanych marek. Dwieście złotych za jeden t-shirt? Czterysta złotych za bieliznę? Słodki Boże czy ta etyczna i uszyta w Polsce torebka ze skóry ananasa kosztuje ponad tysiąc złotych? Ludzie kochani, przecież ten cały zestaw to moje jedzenie na miesiąc i wynajem pokoju w Gdańsku.

Postanowiłam oszczędzić na niektóre rzeczy. O ile torebka nie jest mi do szczęścia potrzebna to zimowe buty już tak. Zwłaszcza kiedy staram unikać się produktów odzwierzęcych. Niestety w stacjonarnych sklepach mam buty albo ze skóry, albo z plastiku, które przetrwają jeden sezon. Wybór, co tu dużo mówić, nijaki. Na swoje przyszłe obuwie regularnie i sumiennie odkładałam.  Na moje szczęście sklep w czerwcu obniżył ich cenę o sto złotych. Na moje nieszczęście brakowało mojego rozmiaru.

Podobnie było z t-shirtem. Wizualnie to była bluzka moich marzeń, ładny kolor, dobry krój i napis, który do mnie przemawiał. Wydatek 200 zł trochę mnie zniechęcał. Pomyślałam więc, że to będzie mój prezent urodzinowy. Do maja niestety produkt był już wyczerpany i zniknął ze sklepu na zawsze.
Szybka moda nabrała dla mnie nowego znaczenia.

Pielęgnacja


Czym zastąpić szampon? Pamiętam to pytanie, które zadawałam sobie dwa lata temu. Pamiętam również koszmarną drogę, jaką przeszły moje włosy. Internet roił się od różnego rodzaju rad na szampony bez plastiku. I tak na moich włosach lądował indyjski szampon w kostce o zapachu środka zmętniałej wody, którą o szóstej rano Pani woźna myje klatkę schodową (przysięgam, to mydło naprawdę tak śmierdzi). Ten cudowny szampon sprawiał, że włosy były sklejone w tłuste strączki, dlatego za radą internetu wylewałam na nie hektolitry octu jabłkowego, który miał wyrównać pH. Nic to nie dawało. Przez moje włosy przewinęły się również metoda mycia włosów mąką, co cudownie zlepiło mi je w pieroga. W końcu natrafiłam na tanie mydło z drogerii, które sprawiało, że włosy bardzo ładnie się układały, ale niestety po trzeciej kostce zaczęła mnie uczulać. Jednym słowem katastrofa. Kiedy się poddałam i umyłam włosy normalnym szamponem, jaki stał w łazience, usłyszałam od koleżanek sporo komplementów. Z jednej strony zrobiło mi się miło, z drugiej trochę wstyd. Uświadomiłam sobie, że przez miesiąc musiałam wyglądać jak bezdomny.

W końcu natrafiłam na idealny szampon w kostce od kremolandu, jego sprzedaż niestety została wstrzymana na rok i znowu przyszło mi testować setki innych dziwnych i nieskutecznych produktów. W końcu się poddałam i wróciłam do dużej plastikowej butelki szamponu, a wraz z nią wróciły komplementy.

Pielęgnacja buzi okazała się również problematyczna. Mydło z Aleppo, oliwy, czy inne tego typu naturalnych naturalności mają swój bardzo specyficzny zapach, którego moja miłość nie mogła znieść i wyczuwał je z oddali. Od roku wysłuchiwałam, że brzydko pachnę. A nie oszukujmy się, to nie jest to, co chcą słyszeć dziewczyny. Wraz z odejściem naturalnie pachnących mydeł, odeszło też narzekanie.

Najbardziej czuję się zdradzona przez produkty, które wydawały się idealnymi. Taką metalową maszynką do golenia zachwycałam się jeszcze kilka postów wcześniej. Po ponad roku stosowania podrażniła mi skórę. Najgorszym rozczarowaniem okazał się dla mnie kubeczek menstruacyjny. Nie znalazłam jeszcze nikogo, kto miałby o nim złe zdanie. Myślałam, że swój pierwszy może źle dopasowałam. Przy drugim jednak problem, jaki miałam wcześniej, nie zniknął. Dla mnie nie jest to idealne rozwiązanie. Nie czuję się z nim tak komfortowo, jak przy tamponach, a w tych dniach komfort powinien być najważniejszy.

 Zakupy do własnego pojemnika


To robię dalej i robię to z przyjemnością. Zainwestowałam w jeden składany pojemniczek, który zajmuje bardzo mało miejsca w moim plecaku. Przydaje mi się często i jestem z niego bardzo zadowolona. Zakupy do własnych siatek w Gdańsku to prościzna. W trójmieście jest sporo sklepów z produktami na wagę. W Szczecinie nie ma takiego sklepu, a produkty dostępne luzem, nie zachwycają. Zostają mi więc tutaj tylko warzywa i pieczywo do własnych siateczek, ale kasze i makarony niestety w opakowaniach.

Chociaż lipiec jest miesiącem #plasticfreejuly dla mnie to powrót do śmieciowych nawyków. Największą wadą, jaką widzę w takim beztroskim życiu, jest powrót do konsumpcjonizmu. W tym miesiącu wydałam znacznie więcej pieniędzy na nic ważnego niż przez kilka miesięcy życia w stylu zero waste. Największym moim grzeszkiem są słodycze i batoniki, które z pozoru kosztują tak tanio, a w ostatecznym podsumowaniu wydaje na nią ogromną sumę. Dlatego też, mimo że z marzeń o zerze zrezygnowałam, to mam zamiar wziąć się w garść. Zacząć żyć w zgodzie ze sobą i nie inspirować się zbytnio innymi.


Segregacja śmieci

Segregacja śmieci


Ten post powinien pojawić się tutaj już jakieś sto lat temu, ale byłam przekonana, że wszyscy wiedzą, jak to się robi. Zwłaszcza moje pokolenie, które o segregacji uczyło się już w podstawówce. Myślałam, że to w XXI wieku ta czynność jest tak prosta, jak czytanie i pisanie. Okazuję się, że segregacja śmieci dla wielu jest owiana mistyczną tajemnicą, a zgłębienie wiedzy na jej temat pomoże wpłynąć na suchego przestwór oceanów świadomości ekologicznej.
Mało kto śmieci segreguje, a kiedy już to robi… robi to źle. Często w pojemnikach na papier, szkło lub plastik widzę wrzucone śmieci zmieszane w tym resztki jedzenia. Mam na osiedlu jednego takiego agenta, co nagminnie swoje śmieci, zamiast wrzucić do kubła na odpady zmieszane, przeciska je przez niewielką dziurkę do kontenera na szkło.
W czasach kiedy kwitnie handel ludźmi, narkotykami i bronią, prawdziwi złoczyńcy nie śpią.
Prawdopodobnie ten za przeproszeniem złoczyńca nigdy tego postu nie przeczyta, ale mam nadzieję, że rozwieję wątpliwości tych bardziej rozgarniętych.

PAPIER:
Papier jest tworzywem, które jest przyjazne dla środowiska pod względem rozkładania się. Jednak, z tych wszystkich trzech tworzyw jest najbardziej kapryśny i wymagający. Możemy wrzucać do niego stare gazety, kserówki, kartki, zeszyty, tekturki. Niektóre produkty wydają się papierowe, ale nimi nie są i nigdy nie powinny znaleźć się w niebieskim pojemniku. Mowa tutaj o ręcznikach papierowych, chusteczkach i produktach do higieny intymnej takich jak podpaski lub tampony. Zatłuszczony papier,  w którą zapakowano nam drożdżówkę, nie nada się do segregacji. Nie wrzucajmy tam również papierowych tacek ubrudzonych przez keczup i tłuszcz. W kontenerze na papier nie powinny się również znaleźć papierowe kubki, które z papierem niewiele mają wspólnego. To bardzo ważne, żeby sprawdzać, co wrzucamy do pojemnika na papier. Taki brudny i zatłuszczony talerzyk po grillu może zabrudzić inną makulaturę, przez co nic nie nada się do  odzysku.

SZKŁO:
Segregacja szkła jest bardzo prosta. Do zielonego pojemnika wrzucamy wszystkie szklane butelki i słoiki. Starajmy się zawsze ściągnąć nakrętki ze słoików (je jako tworzywo metalowe wrzucamy do żółtego pojemnika na metal i plastik). Czego nie wolno wrzucać do zielonego pojemnika? Ceramiki i naczyń żaroodpornych!

PLASTIK I METAL:
Bardzo dużo osób uważa, że żółty pojemnik jest odpowiedni tylko na plastik, a powinno trafiać tam wszystko, co nie tylko plastikowe, ale i jest wielomateriałowym tworzywem. Dlatego należy wrzucać: zgniecione plastikowe butelki, puszki, opakowania po nabiale, tetrapaku – zawsze wrzucamy do plastiku, nigdy nie na papier. Kiedyś widziałam kabinę prysznicową pozostawioną obok pojemnika na plastik. To nie jest dobre miejsce, nie każdy plastik nada się do odzysku tak samo, jak plastikowe butelki. Chociaż możemy wrzucać puszki, istotna jest również zawartość tego co było w puszcze. Opakowania po farbie trzeba oddać do PSZOK’u.

Czym są PSZOKi?
Niby XXI wiek, a niektórzy żyją jak w ciemnogrodzie. Mowa tu o takich osobowościach, które pod osłoną nocy wsuwają na stopy kuboty, dzwonią po szwagra i jadą do lasu, żeby porzucić na pastwę losu telewizor, lodówkę lub inne elektroodpady. Tylko po co ta cała konspiracja? Może niektórym dodaje to animuszu, trochę thug life, żeby poczuć, że się żyje? Zupełnie zbędne, bo Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych jest całkowicie darmowy i zapewne bliżej do niego niż do lasu. Zawozimy tam elektroodpady, chemię (środki czystości), odpady wielkogabarytowe, farby, opony. Kiedy nie mamy pod domem kontenerów do segregacji papieru, plastiku i szkła, możemy je zawieźć do PSZOKu.
Twój najbliższy PSZOK możesz znaleźć na tej mapie.

Zachęcam również do odwiedzenia tej strony, aby dowiedzieć się więcej do segregacji.


źli ludzie jedzą lody

źli ludzie jedzą lody






Czy ktoś z Was oglądał serial Netflix'a „Dobre Miejsce”? Jeśli tak, to pewnie pamiętacie, dlaczego ludzie przestali trafiać do dobrego miejsca. Z pozoru dobrzy, nikt nie robił nic złego, a mimo to, każda dusza trafiała do „złego miejsca”. Dobrym przykładem obrazującym, dlaczego ludzie są źli, była czerwona róża. Kiedy wieki temu ktoś wręczył swojej babci różę zerwaną z ogródka, liczono to jako dobry uczynek. W dzisiejszych czasach kupno róży wiąże się ze wsparciem wielkich korporacji, wyzysku w pracy, chemii stosowanej do porostu kwiatów, która szkodzi planecie, zanieczyszczeniu świata spalinami w związku z transportem itd. – oczywiście jest to przykład podany w serialu, ale za to jaki trafny!

Ciężko dzisiaj żyć tak, aby nie wpływać na negatywne skutki naszej planety. W końcu nic złego nie ma w kupowaniu nowych ubrań, jedzeniu, wycieczkach czy innych przyjemnościach, które są całkowicie zwyczajne.

Przyszło nam jednak żyć w takich czasach, kiedy nasze najbardziej „zwyczajne” czynności są szkodliwe. W momencie, w którym wszystko zaczęto produkować na masową skalę, nam ciężej jest dokonywać wyborów mniej szkodliwych dla świata.

Mamy taką alternatywę, możemy nie kupować ubrań w sieciówkach, możemy jeść roślinie, możemy nie produkować plastiku, możemy wszystko samemu naprawiać, możemy być freeganami, możemy kupować wyłącznie produkty z oznaczeniem fair trade i możemy… zwariować.

Próbowałam kiedyś robić to wszystko, naprawdę miałam szczere chęci. Problem pojawił się w tym, że wszystko to, obciążało mocno moją psychikę. Zaczynały pojawiać się wyrzuty sumienia, kiedy coś kupiłam lub zjadłam. Poświęcałam ogromną ilość czasu na to, żeby każdy mój wybór był etyczny i dobry dla środowiska. Czy tak się w ogóle da? Myślę, że tak. Wymaga to dużego zaangażowania i sporej woli. Mnie zaczęło to przytłaczać i w pewnym momencie wywołało odwrotny skutek, bo „skoro i tak nie zrobię czegoś na sto procent, to nie warto robić tego w ogóle”. To myślenie jest błędne. Nie muszę być we wszystkim najlepsza. Mogę sobie wybrać kilka dziedzin „dbania o środowisko” i niektóre z tych zasad wprowadzać. Mogę również wybrać sobie jedną i w niej starać być się najlepsza. Ktoś, kto jest freeganem, nie musi być zerwaste. Zabierając wyrzucone truskawki w plastiku, robi więcej dobrego, niż gdyby zrezygnował z tego tylko dlatego, że są zapakowane w plastik.

Czasy, w jakich przyszło nam żyć, to czasy, w których z pozoru proste czynności jak jedzenie lodów wiąże się z jakimś negatywnym wpływem na nasz świat. Taki zwykły lód, zjedzony w upalne dni, sprawia, że wpływamy na pogorszenie klimatu, wyzysk zwierząt, a plastikowe opakowanie lub łyżeczka po lodzie nigdy nie zostanie zrecyklingowana. Czy warto się tym przejmować? Bez przesady!

Świat byłby piękniejszy, gdyby Kuba Rozpruwacz, zamiast mordować, wybierał się na lody.
Pamiętajmy jednak, że świat się zmienia. Stajemy się coraz bardziej konsumpcyjnym społeczeństwem i to co, jeszcze sto lat temu było zwykłą czynnością, dzisiaj ma ogromny wpływ na los świata.

Nie oznacza to, że mamy się najlepiej zakopać w lesie i czekać na śmierć. Bądźmy natomiast świadomi naszych decyzji i tego, że wszystko, co robimy, ma wpływ na pewne kwestie. Nie przesadzajmy i nie lekceważmy, po prostu zachowajmy we wszystkim umiar.

EKO MODA NA EKO BUBLE

EKO MODA NA EKO BUBLE

To świetnie, że ekologia jest modą! Każda moda trafia do ludzi i to nic, że jest ulotna i  wiele osób z tego może zrezygnować. Na początku można się zachłysnąć wszystkim, tym co oferuje życie zero waste. Czas jednak weryfikuje wszystko i w ostatecznym czasie otrzymujemy malutki pakiet less wasteowego życia.  Czy to źle, że nie udaje nam się osiągnąć całkowitego zera? Nie, wiadomo… byłoby fajnie, ale bycie zero waste jest naprawdę ciężkie, wymaga wielu wyrzeczeń i poświęceń. W zabieganym życiu nie każdy ma czas na zakupy do własnych woreczków, kręcenie własnych kremów, kompostowanie czy przygotowanie domowej chemii. 

Szklana butelka po wodzie, używana wielokrotnie. Jest dużo lepszym rozwiązaniem niż kupienie nowej, specjalnej butelki do wody. Na początku, uległam urokowi, jednej ze szklanych butelek. Zapłaciłam za nią 40 złotych, a skończyła potłuczona na chodniku. 
Na drodze tych wszystkich zabieganych osób wychodzą producenci i ich ekologiczne… buble. Dzisiaj trochę o tym, jak łatwo się nabrać na coś, czego nie potrzebujemy.

Akcja #zwlasnykubkiem jest coraz bardziej popularna w lokalach. Bardzo dobrze, bo z pozoru papierowe kubki generują ogromną ilość odpadów. Więcej o tych szkodliwych cholernikach pisałam tutaj. Warto uświadamiać ludzi, że papierowy kubek, papierem nie jest i szkodzi bardzo mocno planecie. 

Ostatnio usłyszałam rozmowę dwójki osób na temat papierowych kubków i słomek. Stwierdzili, że dużo lepiej dostać papierowy kubek i plastikową słomkę niż na odwrót – jak miało to miejsce w pewnej kawiarni. Nie zebrałam w sobie tyle odwagi, żeby im powiedzieć, że papierowy kubek wcale nie jest lepszym rozwiązaniem.

Niektórzy zdają sobie sprawę ze szkodliwości papierowych kubków i decydują się na posiadanie własnego. Tutaj chytrze zacierają ręce producenci, którzy na rynek wchodzą ze swoimi wielorazowymi kubkami, które zachwycają nas formą i designem.

Rozumiem, że niekoniecznie każdemu uśmiecha się śmiganie do kawiarni z kubkiem ceramicznym trochę głupio i dodatkowo, jest to mało praktyczne. Zastanówmy się, co nam się bardziej przyda, kubek termiczny, który utrzyma ciepło napoju i będzie szczelny? Czy stylowy bambusowy kubek?


Zwykły plastikowy widelczyk z łyżką po pudełku śniadaniowym. Spełnia swoją rolę, zajmuje niewiele miejsca i nie kosztował miliony monet.

Bambusowe rzeczy są prześliczne, nie mogę przejść koło nich obojętnie. Tak samo, jak lekkie i stylowe są… zbędne. Podobnie sprawa ma się ze keepcupem – nie uważam, że kupno kubka za sto złotych jest potrzebne. Kolejnym innowacyjnym rozwiązaniem, jakie oferują nam producenci, jest kubek stojo. Tym kubkom można wiele wybaczyć, bo swoją konkurencję przebijają w tym, że są składane. Zajmują niewiele miejsca w torbie, co jest ich największym plusem. Lepiej wybrać termiczny kubek, który stoi gdzieś na półce w szufladzie.

Podobnie sprawa ma się ze sztućcami. Bambusowe sztućce z wielorazową słomką. Zachwycają swoim wyglądem, ale ich koszt to od 60 do 100 zł. Mnie cena zwala z nóg. Kuchenne szuflady przepełnione są od sztućców, wystarczy przejrzeć co mamy i wybrać mały widelczyk albo tak jak w moim przypadku, plastikowy widelec z łyżką, które dawno temu było dołączone do pudełka śniadaniowego. Nie przeszkadza mi, że tworzywo jest z plastiku, bo dostał ode mnie drugie życie. Dużo rozsądniejsze jest używanie ponownie czegoś, co już mamy, niż kupować nowe.

Największym bublem, na jaki się skusiłam to woskowijka. O tym, jak bardzo mnie to rozczarowało, pisałam już kilka razy. Nie sprawdza się do pakowania kanapek. Nie przybiera kształtu naczynia pod wpływem ciepła dłoni. Ostatecznie moja woskowijka skończyła jako przykrycie jedzenia, a przecież mogłam do tego spokojnie wykorzystać inny talerz. Ceny woskowijek są różne, na rynku można znaleźć również wegańskie opcje, w których zastosowano wosk sojowy, zamiast pszczelego. Swoją pojedynczą sztukę, zakupiłam za 25 zł, ceny na stronach internetowych wahają się od 50 do 120 zł!

Ceny eko produktów zwalają z nóg. Jeśli cenimy sobie styl przedmiotu i aktualnie nie mamy niczego w domu, co można użyć, można rozważyć zakup czegoś nowego. Zastanówmy się, czy naprawdę potrzebujemy wyrzucać pieniądze na coś, co już mamy w domu. Wykorzystywanie ponownie tego, co mamy jest dużo lepsze dla środowiska niż rzucenie w kąt przydatnych rzeczy i kupienie na ich miejsce nowych – ładniejszych. Nie dajmy się nabić w butelkę i pamiętajmy, że we wszystkim najważniejszy jest umiar. Chociaż, kto z nas nie lubi się czasem rozpieszczać nowymi przedmiotami?


wiosna

wiosna



Wiosna to najlepsza pora roku, pełna zmian i porządków nie tylko w szafie, ale i naszym życiu. Głęboko wierzę w to, że nasze mieszkania odzwierciedlają nasze wnętrze. Niezagracone bublami wnętrza, dają poczucie ładu i spokoju. Kurzące się na półce przedmioty, niedomykająca szafa pełna ubrań, wprowadza w nasze życie chaos. Godziny szukania kluczy, czy  poranne powtarzanie „Nie mam w co się ubrać” – powodują w wielu z nas frustracją. Kiedy więc jak nie w wiosnę zrobić porządek na nasze spokojniejsze życie?

Zacznijmy od ubrań. Prawda jest taka, że każdy z nas ma swoje ulubione ubrania, które nosimy najczęściej. Po co więc nam miliony bluzek, spódniczek i spodni skoro wystarczy kilka. Warto przejrzeć swoją szafę i oddać to, co nie jest nam do szczęścia potrzebne. Jeśli nie oddać, to sprzedać. Pozbądź się tego, co zagradza Ci szafę. Zaceruj lub zanieś do krawca ubrania, które lubisz, ale potrzebują naprawy. Poplamione i zniszczone tiszerty przerób na ścierki, a jeśli coś już naprawdę jest zniszczone… wyrzuć. Z rana sobie podziękujesz, że spędzisz mniej czasu na zastanawianie się, w co się ubrać.

Książki to bardzo wrażliwy temat. Przeciętny Polak czyta pół książki rocznie. Mimo tego, w większości domów półki uginają się od książek. Samotne i nieczytane, zakurzone książki, które gdzieś upchane na półce i czekają, kiedy ktoś znowu je przeczyta. Ludzie jednak książek nie chcą się pozbywać, lubią je posiadać. Może to dla kogoś piękna ozdoba? Dla mnie to jednak bezużyteczny zbieracz kurzu. Warto czytać i książki posiadać, ale jeśli naprawdę je kochacie…to pozwólcie im odejść 😉 W bibliotece lub przez grupy z wymianą książek możesz pomóc odnaleźć swojej starej książce nowy dom. Więcej o smutnym losie książek pisałam tutaj.

Kosmetyki to temat, w którym wypowiadać się nie powinna. Moja kosmetyczka jest bardzo minimalistyczna, znam jednak zapasy kolorówek moich koleżanek i zapiera dech w piersiach. Kilka tuszy do rzęs i tylko jeden na chodzie. Setki cieni i używany tylko jeden, puste opakowania po podkładach… tak to wszystko to śmieci, ale nie ma sensu, żeby zagradzały przestrzeń w Twoim domu. Kosmetyczkę warto zminimalizować. Chociaż makijaż nie jest zero waste, to może być minimalistyczny. Mnie wystarczy jeden tusz, podkład, pomadka do ust, zalotka i cień do brwi.
Buble i szkarady, które uzbierały się w domu przez całą zimę, warto oddać. Na wielu grupach oddam bezinteresownie, można oddać mydło i powidło. Smycze, breloczki, których nie udało nam się uniknąć przy różnych wydarzeniach, naklejki zapakowane do zamówienia, a których nigdzie nie nalepimy, niezapisane zeszyty, słoiki, opakowania po świeczkach, koraliki… wszystko! Skoro czegoś nie potrzebujesz, to może przyda się innej osobie. Warto sprawdzić i wystawić ogłoszenie na grupie.

To jak, gotowi na wiosenne porządki?

Druga zasada "R"


OGRANICZAJ


Udało mi się całkiem sensownie ograniczyć ilość posiadanych rzeczy, ale droga do tego nie była łatwa. Za nim mentalnie przestawiłam się z tego, że posiadanie nie jest sensem życia to zajęło mi to parę lat.

Już  jako dziecko myślałam, że im więcej zabawek tym lepiej. Jako nastolatka zabawki zamieniłam na ubrania. Zwłaszcza te kiepskiej jakości, które po roku nadawały się wyłącznie na szmatę. Chciałam jednak posiadać i ta mania posiadania trwało bardzo długo, bo jeszcze na studiach licencjackich lubowałam się we wszystkich duperelach z alliexpress. Teraz trochę mi wstyd, tego, że wydawałam pieniądze na coś co nie przyniosło żadnego pożytku. Wszystko było zbędne i niepotrzebne. Zabierało wyłącznie miejsce nie tylko w mojej szafie ale i życiu. Brzmi to dosyć filozoficznie, bo jak przedmioty mogą zabierać życiową przestrzeń?

Nie jeden z nas poddawał się z poszukiwaniami czegoś co pewnie leżało w czeluściach szafy z masą zbędnych rzeczy. Nie raz dostawało się szału szukając kluczy w torebce lub mówiło „nie mam co na siebie włożyć” kiedy szafa pęka od nadmiaru ubrań.

Minimalizm nie jest dla każdego. Są tacy, co uwielbiają otaczać się pewnymi przedmiotami, sprawia im to ogromną radość. Musimy jednak nauczyć rozróżniać się to czy rzecz sprawia nam jakąś radość, czy kupujemy ją tylko dla naszego widzimisię. Więcej o tym pisałam tutaj.

Ograniczanie nie boli. Ubrania w szafie, których nie nosimy oddajmy tym, którym sprawią radość. Kosmetyki ograniczmy do minimum. Zastanówmy się czy naprawdę potrzebujemy czterech buteleczek żelu pod prysznic, kilka balsamów i milion odcieni cieni i lakierów. To czego nie używamy oddajmy, a jeśli słyszysz w głowie głosik, który mówi „to się może przydać” to go zignoruj. Skoro nie przydało się przez te kilka miesięcy lub lat to już jest stracone.

Skoro dany przedmiot nie przypadł nam do gustu – oddajemy go. Nie ma sensu stawiać go koło lepszego modelu gdzie będzie kurzyć się na półce i zajmować nam przestrzeń. To co dla nas jest bezużyteczne dla kogoś może okazać się skarbem. Przetrzymując tylko to co nie jest Ci potrzebne sprawiasz, że za parę lat będzie nadawało się tylko na śmietnik. A po co? Po co wyrzucać, skoro to może komuś sprawić sporą radochę?
Piękna sukienka, której nie będziesz nosić bo już jest za mało, zjedzą w końcu mole. Kosmetyki, które był drogie ale Ci nie odpowiadają, stracą swoją datę ważności, a narzędzia w końcu zardzewieją. Dlatego nie myśl o tym, że „może się przydać”. Ogranicz przedmioty wyłącznie do rzeczy użytecznych, potrzebnych i tych, które mają dla Ciebie wartość sentymentalną.

Przeczytaj też: mania posiadania 

Ograniczasz czy jesteś zbieraczem?


Copyright © 2014 jak i mak , Blogger